Fragment relacji z największej imprezy sportowej w Polsce. Tekst napisany dla organizatora wyścigu w ramach współpracy z Lang Team przy promocji TdP 2022.
„Cóż to takiego wiedza? Nic innego jak zapisane doświadczenie”. Tak miał kiedyś rzec szkocki pisarz Thomas Carlyle, a o trafności tego stwierdzenia można było się przekonać przy okazji tegorocznej edycji wyścigu Tour de Pologne. Prawda jest bowiem taka, że można interesować się kolarstwem, można jeździć na „szosie”, od lat śledzić największy wyścig w Polsce, co roku oglądać wszystkie relacje z imprezy i przez to mieć poczucie, że coś się wie o tym wydarzeniu. Jednak dopiero kiedy pojedzie się na wyścig, zajrzy za kulisy Tour de Pologne i zobaczy wszystko od środka, to okazuje się, że o imprezie tak naprawdę wiedziało się niewiele.
Zacznijmy od tego, co widać na pierwszy rzut oka, czyli oprawy. Na scenografię imprezy składają się m.in. scena, barierki, banery, bramy, balony, namioty. Scenografia jest przechowywana w dwóch wielkich magazynach należących do organizatora wyścigu, firmy Lang Team. Na kilka dni przed pierwszym etapem rozpoczyna się proces załadunku całej oprawy imprezy na ciężarówki i transportu do miast, w których będą zlokalizowane odpowiednio start oraz meta pierwszego etapu. Scenografia jest transportowana 22 tirami oraz 18 busami, które są własnością firmy Drutex, głównego partnera logistycznego wyścigu.
W trakcie imprezy jest używanych także 12 busów firmy kurierskiej DPD. Do tego wszystkiego dochodzą pojazdy marki Citroen. Francuska firma na potrzeby wyścigu oraz osób, których obecność jest konieczna na imprezie (sędziowie, dziennikarze, kontrola antydopingowa, ekipa Lang Team) udostępniła flotę 40 samochodów.
„W konwoju pojazdów technicznych mam 22 ciężarówki oraz 70 busów” – mówi Janusz Siluta, szef nadzoru technicznego Tour de Pologne. „Transportujemy nimi m.in. barierki zabezpieczające, balony, totemy, bramy, agregaty czy bariery energochłonne Boplan Group, które zostały sprowadzone na wyścig specjalnie z Belgii. Przy rozłożeniu i przygotowaniu całości oprawy pracuje łącznie 188 osób”.
Ekipa techniczna Tour de Pologne liczy prawie dwa razy więcej osób i jest podzielona na 17 grup, które odpowiadają za przygotowanie 17 sekcji oprawy wyścigu. Kto inny rozkłada scenę do dekoracji zwycięzców, kto inny barierki zwykłe, odrębna grupa ludzi odpowiada za bariery energochłonne, które dla zabezpieczenia sprinterskiego finiszu, są rozłożone na ostatnich 500 metrach wyścigu. Za każdy odcinek trzech ostatnich kilometrów również odpowiada inna załoga techniczna. Sekcje są oznaczone odpowiednimi kolorami, żółty, niebieski, czerwony itd. A to wszystko dotyczy tylko mety.

Ekipa organizująca start to całkiem inny zespół. Kolarze wyjeżdżają z miasta początku etapu i jadą po wyznaczonej trasie, więc jest start szybko demontowany. Dlatego też ekipa odpowiadająca za start dysponuje „tylko” 1 tirem oraz 3 busami. Nie można zapominać o premiach lotnych i górskich, które przygotowuje kolejna grupa techniczna dysponująca 6 busami.
Rozłożenie scenografii głównego punktu wyścigu, czyli mety, trwa od wczesnych godzin rannych i zajmuje ok. 7-8 godzin. Złożenie trwa szybciej, ok. 4 godzin. Tego samego dnia wieczorem następuje przejazd do miasta kolejnej mety, gdzie od wczesnego poranka cykl się powtarza.
Co znaczy „od wczesnego ranka” obrazuje poniższy harmonogram pracy ekipy technicznej na tegorocznym wyścigu.

Zakres i ogrom prac przy rozkładaniu mety dobrze był widoczny np. na mecie 5. etapu tegorocznego Tour de Pologne. 6 rano, aleja Cieplińskiego, centrum Rzeszowa. Miasto wciąż zaspane, ruch samochodów jeszcze nie skumulowany. Nagle na główną aleję miasta wjeżdża kawalkada tirów i busów ze sprzętem. Pojawiają się wózki widłowe, rozsuwają boczne plandeki ciężarówek, z autokarów wychodzą dziesiątki osób obsługi technicznej. Ciężarówki zajmują pobocze ulicy i ruch samochodów zaczyna się zwężać. „Dzień dobry, panie Januszu, za 5 minut potrzebujemy zamknąć ulicę”. Szybki telefon do naczelnika wydziału ruchu miasta skutkuje pojawieniem się po kilku minutach radiowozów i policjanci rozpoczynają reorganizację ruchu.
Od pierwszego dnia imprezy często można usłyszeć, że wyścig to żywy organizm. Zmieniają się miejsca, pogoda, uwarunkowania. Zdarzają się także niezaplanowane sytuacje i tak było w Rzeszowie.
„W miejscu, w którym jest postawiona brama mety dzisiejszego etapu, stał duży znak drogowy. Kilka miesięcy temu na rekonesansie go tutaj nie było. Nie możemy zmienić lokalizacji mety, więc dziś po przyjeździe musieliśmy znak wyciąć. Mamy zgodę od instytucji i władz lokalnych na wykonywanie takich operacji. Oni potem wszystko przywracają do stanu pierwotnego. Jest 6 rano, dzień wyścigu i nie ma czasu na formalne procedury związane z uzyskiwaniem pozwoleń. Wcześniejsza zgoda na usuwanie zaistniałych przeszkód technicznych umożliwia sprawne przeprowadzenie przygotowań do odbycia się etapu” – wyjaśnia Paweł Ratyński, szef sekcji technicznych Lang Team.
